"Uczył nas, że jest kultura kluczem do drzwi świata (...)"
Chodzi oczywiście o postać Jana Pawła II, którego słowa zostały użyte w pieśni, będącej hymnem roku 2006. Odwołując się zarówno do pieśni, jak i głównego tematu rozważań Ruchu Światło - Życie, a jest nim oczywiście lektura książki pt. "Pamięć i tożsamość", pragnę zaprosić wszystkich oazowiczów oraz ludzi, dla których rozpoznawanie znaków czasu stanowi istotny wymiar wiary, do współredagowania działu Kultura.
Niech swoje miejsce znajdują tu teksty, będące osobistą interptretacją współczesnych wytworów kultury w kontekście wyzwań stojących przed człowiekiem XXI wieku. Niech wszystko, co zaistniało na ekranach kin, w galeriach, teatrach czy też czytanych książkach i publikacjach, znajdzie odbicie w konkretnym wymiarze życia i myślenia nas wszystkich.
Jan Paweł II często wypowiadał znamienne słowa: "Nie lękajcie się, otwórzcie drzwi Chrystusowi". Nie czekajmy zatem na jakąś wyjątkową okazję, by podzielić się z innymi osobami wrażeniami na temat obejrzanego spektaklu, wysłuchanego koncertu czy przeczytanej książki, ale otwórzmy okna naszych komputerów, aby Internet i niniejsza strona stały się forum wymiany myśli, poszukiwania inspiracji, odkrywania prawdziwej, chrześcijańskiej tożsamości i wzrastania w wierze i miłości....
Zachęcam wszystkich oazowiczów i sympatyków Ruchu do przeczytania pasjonującej lektury pt .„Wyroki Bożej Opatrzności”. Książka zawiera listy księdza Franciszka Blachnickiego pisane z kolejnych ciężkich zakładów karnych ( Oświęcim numer więźnia 1201,Zabrze, Katowice, Racibórz, Rawicz, Borgermoor, Zwickau) do rodziny.
Pisma zawierają przemyślenia sługi Bożego w trakcie trwania wojny i dotyczą lat: 1940 – 1945.
Ta lektura to coś więcej niż zapis doświadczeń więźnia, to swoista podstawa do zrozumienia przemiany wewnętrznej Franciszka Blachnickiego, Bożego działania w życiu każdego człowieka oraz korzeni Ruchu Światło – Życie.
Można śmiało stwierdzić, iż gdyby nie ogrom oczyszczającego cierpienia, które dotknęło kapłana ze straconego przecież „Pokolenia Kolumbów”, a także nieustanne zagrożenie śmiercią, nie byłby możliwy „charyzmat sługi Bożego”.
Książkę można zadedykować każdemu, ale szczególną wartość wnosi ona w życie ludzi doświadczających choroby czy innego niedostatku. Okazuje się, że w Bożych planachwszelka ludzka nędza i ból potrafią zostać przemienione w obfity owoc przynoszący życie wieczne...
Wielka Majówka. Korki na słynnej zakopiance i setki osób uciekających z miasta na łono natury. I mnie nie ominąła ta radość związana z oderwaniem się od codziennych problemów. Tym razem zwiedziłam, a raczej przeszłam wraz z mężem Beskid Sądecki. Cudowne pejzaże i ukwiecone łąki pozwalały głębiej wielbić Pana i Jego dzieła. Jednak najbardziej wzruszający moment podróży wydarzył się 3 maja o godzinie 19.00. Zostaliśmy zaproszeni przez rodzinę męża, u której przebywaliśmy z gościną, do udziału w nabożeństwie majowym, które odbywało się na Wierchach Gór - a dokładniej na stoku góry Modyń. Jak wielkie było moje zdziwienie, kiedy tuż przed godziną 19 - tą z różnych stron i pagórków zaczęło się schodzić mnóstwo osób. Były stare góralki, młodzi mężczyźni, rodziny z małymi dziećmi i same dzieci. Przy maleńkiej kapliczce Matki Bożej w iście góralskim tonie i stylu zaczęto odprawiać nabożeństwo majowe.
"Po górach, dolinach rozlega się głos" - nie sposób opisać wrażenia, jakie wywołuje śpiewanie pieśni maryjnych w tak spontanicznie zawiązanej wspólnocie z widokiem na mieniące się soczystą zielenią pola i sady. Nabożeństwo zostało zakończone uroczystym odśpiewaniem pieśni "Boże coś Polskę". Nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że oto tutaj, w tym konkretnym miejscu i czasie dokonuje się to, o co tak często prosił Ojciec Święty Jan Paweł II, a mianowicie pielęgnowanie "tych korzeni, z których wyrastamy". Rozradowałam się bardzo i postanowiłam opisać to doświadczenie na stonie Domowego Kościoła, mówiąc o tym zebranym na majówce osobom. Górale ucieszyli się bardzo i zgodzili się na pokazanie zdjęć z tego spotkania na naszym forum, co niniejszym czynię, dziękując tym wspaniałym ludziom, że mnie człowiekowi z miasta pozwolili doświadczyć radości i mocy, jaka płynie z poczucia uczestniczenia we wspólnocie pokoleń, której widocznym znakiem i symbolem jest pielęgnowanie lokalnych tradycji i obrzędów.
Relikwie św. Faustyny Kowalskiej w Zabrzu - Biskupicach
Wpisał: Nina Materny
13.10.2007.
Stało się! 14 kwietnia br. o godzinie 6.30 wyruszyła do Krakowa - Łagiewnik pielgrzymka autokarowa, której celem było sprowadzenie do wyremontowanej kaplicy przy parafii W.N.M.P. w Zabrzu - Biskupicach relikwii św. Faustyny Kowalskiej. Przy pięknej, słonecznej pogodzie, w wielkiej zadumie nad misterium nieskończonej miłości Boga do człowieka relikwie zostały przekazane księdzu proboszczowi. Następnego dnia o godzinie 10.30 odbyła się uroczysta suma, na którą przybyło wielu dostojnych gości - m. in. Prezydent miasta Zabrze - Pani Małgorzata Mańka - Szulik. Moje serce rozradowało się głęboko z kilku powodów. Po pierwsze święta Faustyna mieszka teraz w moich rodzinnych Biskupicach i ufam, iż opiekuje się wszystkimi rodzinami, które przeżywają kryzysy, a także wszystkimi dziećmi, które wychowują się w bardzo trudnym, a także często patologicznym środowisku. (W każdy piątek o godzinie 15.00 w kaplicy przy Kościele można wziąć udział w odmawianiu Koronki ku czci Bożego Miłosierdzia). Ponadto już w środę 18 kwietnia odbyło się właśnie w Biskupicach na osiedlu Borsig I Forum Dziedzictwa Kulturowego w Zabrzu , którego celem było uzmysłowienie wszystkim organizacjom pozarządowym, pracownikom Urzędu Miejskiego i wielu innym podmiotom i osobom troszczącym się o dobro wspólne konieczności połączenia wysiłków w walce o godność i tożsamość współczesnego człowieka. Święta Faustyna tak krótko gości w Biskupicach, a tak wiele dobrego się tam dzieje. Moja wieloletnia przyjaciólka - osoba prowadząca całe forum - Pani Anna Solecka - Bacia po skończonym wystąpieniu pokazała mi trzymany w torebce obrazek tej wielkiej świętej od Miłosierdzia. I nagle okazało się, że nawet w zwykłej, szarej rzeczywistości mogą dziać się rzeczy niezwykłe - jeden człowiek spojrzy inaczej na drugiego, osoby zamożniejsze zainteresują się problemami biedniejszych, a Pan będzie obecny pośród nich...
ks. Blachnicki wobec bezpieki
Wpisał: Nina Materny
13.10.2007.
"Bezpieka przeciwko twórcy oaz". To nic innego jak tytuł jednego z rozdziałów kontrowersyjnej książki ks. Tadeusza Isakowicza - Zaleskiego pt. "Księża wobec bezpieki". Po przeczytaniu ponad czterystu stron donosów, podejrzeń o współpracę i współpracy ze służbą bezpieczeństwa przeciętny czytelnik dostaje swoistego "zawrotu głowy". Długo czekałam na tę książkę i muszę przyznać, że to, co mnie szczególnie uderzyło w gąszczu "tajnych informacji", to niezłomność i nieskazitelność ks. Franciszka Blachnickiego. Nie zdawałam sobie sprawy, z jak wielkimi trudnościami borykał się założyciel ruchu Światło - Życie, jak wiele musiał przecierpieć w strukturach Kościoła, jak często Jego wiara była wystawiana na próbę, jak wiele przykrości spotkało Go (zupełnie jak kiedyś św. Jana od Krzyża) ze stony współbraci w kapłaństwie. I nie chodziło tylko o donosy. Książka ks. Zaleskiego pokazuje, jak trudno być do końca księdzem, do końca wytrwać w swoim powołaniu, jak się nie sprzedać w zamian za wygodną "kościelną pozycję". Są to dylematy od wieków te same - wymagające roztropności w działaniu i odwagi w realizacji osobistego powołania. Sługa Boży - ks. Franiszek Blachnicki wytrwał do końca - do śmierci - a my Jego spadkobiercy jakże często boimy się prowadzić rekolekcje, śpiewać psalmy, jasno wyrażać własne zdanie, dzielić się dobrym przykładem z innymi osobami w Ruchu. Jakże to trudne, a zarazem jak ważne na dzisiejsze czasy.....
Zmieniony ( 13.10.2007. )
Co słonko widziało? reż. Michał Rosa
Wpisał: Nina Materny
13.10.2007.
Poniedziałek -12 lutego. Kościół św. Anny w Zabrzu. Poranna msza święta, a po niej spotkanie z Anią - człowiekiem, którym Pan Bóg obdarzył mnie we wspólnocie Domowego Kościoła i który inspiruje mnie do poszukiwań Boga w szeroko rozumianej kulturze.
A: Widziałaś ostatni film Michała Rosy? Jeśli nie, to jutro ostatni raz grają w "Romie". Bilety tylko po 10 złotych.
Wtorek. 18 .00. Na widowni dosłownie parę osób i ja - przygotowana na przeżycie śląskich klimatów z mojego dzieciństwa - swoistego powrotu do zabrzańsko - biskupickiej ziemi obiecanej. Jakieś struny drgają we mnie, no bo przecież osiedle Borsigwerk w Biskupicach to miejsce zamieszkania mojej siostry, siostrzeńca Darusia i oczywiście bolesne doświadczenie dorastania. Jak pokaże to człowiek z Zabrza - Michał Rosa?
"Jeśli zachowasz pamięć o grzechach, Panie. Panie, któż się ostoi? Ale Ty udzielasz przebaczenia, aby Ci służono z bojaźnią".
Film rozpoczyna się poruszającym śpiewem Marty - młodej dziewczyny - jednej z trójki bohaterów, których drogi spotkają się na Placu Krakowskim...
Na ekranie Plac Krakowski w Zabrzu widziany z góry. Poniedziałek i promień słońca oświetlający przejeżdzające autobusy. To wokół tego miejca będą krążyć zagubieni w życiu i śląskiej rzeczywistości bohaterowie - śpiewająca Marta, handlujący żurem Seba i jego ojciec oraz pozbawiony nadziei mężczyzna, który tęskni za utraconym synem Jerzykiem.
Film dostarcza wielu wzruszeń i skłania do przemyśleń na temat kondycji współczesnego Ślązaka i jego relacji z innymi. Bohaterowie żyją wśród ludzi, ale właściwie cierpią na nieuleczalną samotność i zagubienie, a promień słońca przenikający przez pył z wysadzanego w końcowej scenie komina to swoista metafora Bożego Miłosierdzia, które jest jedyną nadzieją dla nas wszystkich żyjących w postmodernistycznej rzeczywistości wraz z jej moralnym relatywizmem...
Poniedziałek - 26 lutego. Spotkanie z Marcinem i rozmowa na temat koncertu o Bożym Miłosierdziu widzianym przez pryzmat rzeczywistości Biskupic i osiedla Borsigwerk. Dzielenie się wrażeniami płynącymi z filmu Michała Rosy i refleksjami na temat parafii Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny w Biskupicach, w której powstaje kaplica Bożego Miłosierdzia z relikwiami świętej siostry Faustyny Kowalskiej ( uroczyste powitanie relikwii - 15 kwietnia 2007) i konkluzja: Tytułowe, metaforyczne słonko widziało nędzę człowieka, ale film zrobiony przez Michała Rosę, paradoksalnie umocnił mnie - konkretnego widza w przekonaniu, że Miłość Miłosierna jest możliwa w każdym miejscu i czasie.
Film Agnieszki Holland pt. Kopia mistrza
Wpisał: Nina Materny
13.10.2007.
Agnieszka Holland - reżyser m. in. takich obrazów jak "Zabić księdza", "Europa, Europa", "Tajemniczy ogród" tym razem pokusiła się o zrobienie filmu na temat genialnego muzyka - Ludwika von Beethovena i jego muzycznych poszukiwań.
Film pt. "Kopia mistrza" to wnikliwa analiza psychiki artysty i jego zmagań ze sobą, światem, a przede wszystkim Bogiem, który obdarzył go darem słyszenia dźwięków - będących głosem Najwyższego, a jednocześnie odebrał muzykowi słuch. Głuchota artysty doprowadza go do furii, obłędu i rozpaczy, ale przede wszystkim stanowi inspirację do stawiania pytań o sens cierpienia i tworzenia.
Agnieszka Holland przez pryzmat głównego bohatera i jego biografii snuje refleksje na temat syntezy wiary i sztuki. W usta głównego bohatera wkłada słowa, które są żywym wyznaniem wiary płynącym z udręczonej chorobą duszy. Swoiste silentium , w jakim przyszło żyć Beethovenowi, stało się dla niego sanktuarium, w którym poprzez dźwięki przemawia sam Bóg. To stawanie w obecności Stwórcy jest jednak okupione bólem rozgoryczenia i wielką samotnością. Tę właśnie samotność ludzkiej egzystencji w połączeniu z harmonią niebiańskiej muzyki wyraża najpełniej kluczowa, aż czternastominutowa scena z filmu, w czasie której widz wsłuchuje się w prawykonanie słynnej IX Symfonii.
Film jest przepełniony dobrą muzyką, znakomitą scenografią i genialnymi dialogami toczonymi pomiędzy mistrzem, a jego uczennicą. Puenta filmu to afirmacja sztuki, wiary i miłości Boga do człowieka. Beethoven, tworząc swoje ostatnie dzieło, ogląda Boga twarzą w twarz i przytula się do Niego jak strudzony drogą pielgrzym, a może jak spragnione miłości dziecko....? Film nie daje gotowych odpowiedzi na temat relacji Bóg - Człowiek, ale pokazuje, że każdy w swoim jednostkowym doświadczeniu musi zadawać wciąż na nowo te same pytania o sens życia, tworzenia i umierania... Nina